Znany mi przypadek manipulacji informacjami na Wikipedii ilustruje szerszy problem, jakim jest skuteczność obecnego systemu moderacji treści w największej internetowej encyklopedii świata. Mimo zgłaszanych problemów, nieprawdziwe lub zmanipulowane treści często pozostają bez korekty z powodu systemowej bezradności lub braku reakcji administratorów.
Problem ma charakter złożony i wielowymiarowy. U jego podstaw leży sama struktura Wikipedii, której system moderacji opiera się na społeczności wolontariuszy-administratorów. Teoretycznie mają oni dbać o jakość i rzetelność publikowanych informacji, w praktyce jednak brakuje skutecznych mechanizmów weryfikacji ich kompetencji oraz realnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Sytuację komplikuje fakt, że czas reakcji na zgłoszenia nieprawidłowości bywa niewspółmiernie długi, a proces wprowadzania zmian – nadmiernie zbiurokratyzowany.
Szczególnie niepokojący jest mechanizm powielania dezinformacji. Wikipedia, wymagając cytowania źródeł, paradoksalnie często legitymizuje nieprawdziwe informacje pochodzące z nierzetelnych lub stronniczych publikacji medialnych. W praktyce weryfikacja źródeł, szczególnie w wersjach językowych innych niż angielska, pozostaje powierzchowna. Co więcej, system nie radzi sobie z systematyczną aktualizacją źródeł, co prowadzi do utrwalania nieaktualnych lub zdezaktualizowanych informacji.
Osoby dotknięte problemem dezinformacji na Wikipedii znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji. Mimo że europejskie regulacje prawne, takie jak RODO czy Digital Services Act, teoretycznie zapewniają narzędzia ochrony, w praktyce dochodzenie swoich praw napotyka na szereg przeszkód. Wysokie koszty postępowań sądowych, ich przewlekłość oraz trudności w egzekwowaniu wyroków w środowisku międzynarodowym sprawiają, że pokrzywdzeni często pozostają bezradni wobec rozpowszechnianych na ich temat nieprawdziwych informacji.
Zwracam się z tym wpisem do wymienionych instytucji oraz do wszystkich adwokatów i radców prawnych w Polsce, wierząc, że zawarte w nim informacje okażą się cenne i warte uwagi.
Osobom dotkniętym problemem dezinformacji na Wikipedii można obecnie doradzić przede wszystkim systematyczne dokumentowanie wszystkich przypadków nieprawdziwych informacji oraz korzystanie ze wsparcia organizacji zajmujących się ochroną praw w internecie. Droga prawna, choć trudna i kosztowna, w przypadku poważnych naruszeń może okazać się konieczna. Kluczowe jest jednak zrozumienie, że pojedyncze działania nie rozwiążą problemu systemowego – potrzebna jest szeroka współpraca wszystkich zainteresowanych stron: społeczności Wikipedii, prawodawców, organizacji pozarządowych oraz samych użytkowników.
Problem dezinformacji na Wikipedii stanowi poważne wyzwanie dla współczesnego społeczeństwa informacyjnego. Jego rozwiązanie wymaga nie tylko zmian technicznych czy prawnych, ale przede wszystkim przemyślenia na nowo zasad funkcjonowania platform internetowych w kontekście odpowiedzialności za publikowane treści. Bez systemowych zmian, Wikipedia – mimo szczytnej idei wolnego dostępu do wiedzy – ryzykuje stanie się kolejnym kanałem rozpowszechniania dezinformacji, której ofiarami padają przede wszystkim osoby pozbawione skutecznych narzędzi obrony swoich praw.
Problem pogłębia się w przypadku osób prywatnych i podmiotów o ograniczonych zasobach finansowych. W starciu z dużymi koncernami medialnymi, dysponującymi profesjonalnym zapleczem prawnym, ich szanse na skuteczną obronę swoich praw drastycznie maleją. Sądy, choć teoretycznie stoją na straży prawdy i ochrony dóbr osobistych, w praktyce często wydają wyroki korzystne dla silniejszych podmiotów, co dodatkowo pogłębia nierówność w dostępie do sprawiedliwości.
Rozwiązanie tych problemów wymaga kompleksowego podejścia, łączącego reformę wewnętrznych mechanizmów Wikipedii z usprawnieniem systemu prawnego. Konieczne jest wprowadzenie transparentnego systemu weryfikacji administratorów, utworzenie niezależnego organu odwoławczego oraz wdrożenie mechanizmów szybkiej ścieżki dla spraw dotyczących oczywistych błędów czy manipulacji. Równolegle niezbędne jest rozwijanie międzynarodowej współpracy w zakresie zwalczania dezinformacji oraz tworzenie skuteczniejszych mechanizmów pomocy prawnej dla osób pokrzywdzonych.
Problem ten nie ogranicza się do Polski – ma charakter globalny i dotyka mediów w wielu krajach. Tradycyjne redakcje, poddane presji ekonomicznej i konkurencji ze strony mediów społecznościowych, często rezygnują z czasochłonnego i kosztownego dziennikarstwa śledczego na rzecz szybkiej, ale powierzchownej produkcji treści. Pogłębione analizy i wielomiesięczne dochodzenia dziennikarskie ustępują miejsca sensacyjnym nagłówkom i emocjonalnym komentarzom.
Szczególnie niepokojące jest zjawisko tabloidyzacji poważnych niegdyś mediów. Stacje telewizyjne, które dawniej słynęły z wysokiej jakości programów informacyjnych, dziś często koncentrują się na wywołaniu emocji u widzów, traktując informację jako element szerszej strategii rozrywkowej. W rezultacie granica między dziennikarstwem a infotainmentem staje się coraz bardziej płynna.
Obserwowany w ostatnich kilkunastu latach systematyczny spadek jakości dziennikarstwa stanowi jeden z najbardziej niepokojących procesów w przestrzeni publicznej. Media, które z założenia powinny pełnić rolę strażnika prawdy i rzetelnego przekaźnika informacji, coraz częściej stają się źródłem dezinformacji i narzędziem realizacji partykularnych interesów.
Szczególnie widoczna stała się polityzacja przekazu medialnego. Dziennikarze, zamiast zachowywać profesjonalny dystans i dążyć do obiektywnego przedstawiania rzeczywistości, otwarcie angażują się w spory polityczne. Ich osobiste poglądy i sympatie polityczne w coraz większym stopniu wpływają na sposób prezentowania informacji, dobór gości i tematów, a nawet na sam proces weryfikacji faktów.
Drastycznemu obniżeniu uległy standardy etyczne zawodu. Klasyczne zasady dziennikarskiej rzetelności, takie jak dążenie do prawdy, bezstronność czy oddzielanie faktów od opinii, przestały być traktowane jako fundamentalne zobowiązanie zawodowe. W ich miejsce pojawiło się dziennikarstwo zaangażowane, gdzie nadrzędnym celem staje się nie tyle informowanie odbiorcy, co przekonanie go do określonej wizji rzeczywistości.
Kryzys profesjonalnego dziennikarstwa ma poważne konsekwencje społeczne. W świecie, gdzie dezinformacja miesza się z faktami, a emocje zastępują merytoryczną dyskusję, odbiorcom coraz trudniej wyrobić sobie obiektywny pogląd na istotne kwestie społeczne i polityczne. To z kolei prowadzi do pogłębiania się polaryzacji społecznej i zaniku przestrzeni do rzeczowej debaty publicznej.
Odbudowa wiarygodności mediów wymagałaby fundamentalnej zmiany w podejściu do zawodu dziennikarza. Konieczny jest powrót do podstawowych standardów etycznych, wzmocnienie mechanizmów samoregulacji środowiska dziennikarskiego oraz stworzenie warunków ekonomicznych sprzyjających jakościowemu dziennikarstwu. Bez takich zmian kryzys wiarygodności mediów będzie się pogłębiał, ze szkodą dla jakości debaty publicznej i funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa.
Uczestniczyłam jako obserwator w wielu procesach sądowych o ochronę dóbr osobistych osób pokrzywdzonych przez publikacje prasowe i szczerze… to co działo się na salach sądowych od SR do SA to „kabaret”. Dno pod względem procesowym, zachowania standardów „demokratycznego państwa” i przede wszystkim szacunku do OFIAR dziennikarskich manipulacji.
Prawda za kulisami medialnych nagonek
Gdyby opinia publiczna miała dostęp do pełnej dokumentacji sądowej dotyczącej spraw o zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych, obraz współczesnego dziennikarstwa mógłby okazać się szokujący nawet dla największych sceptyków. Zeznania składane przez dziennikarzy przed sądami, protokoły rozpraw oraz szczegółowe uzasadnienia wyroków tworzą obraz daleko odbiegający od powszechnych wyobrażeń o funkcjonowaniu mediów.
Szczególnie wymowne są przypadki osób, które padły ofiarami zorganizowanych kampanii medialnych. Gdyby możliwe było upublicznienie pełnej dokumentacji sądowej z takich spraw – zeznań dziennikarzy tłumaczących się ze swoich metod pracy, wyjaśnień redaktorów naczelnych opisujących procesy decyzyjne, czy wreszcie treści wewnętrznej korespondencji redakcyjnej ujawnianej w toku postępowań – zaufanie do mediów głównego nurtu mogłoby ulec całkowitemu załamaniu.
W salach sądowych, pod presją dowodów i w obliczu odpowiedzialności karnej, często upada starannie budowany mit o rzetelnym dziennikarstwie śledczym. Zeznania ujawniają mechanizmy manipulacji, celowego pomijania niewygodnych faktów, świadomego konstruowania jednostronnych narracji. Szczególnie uderzające są przypadki, gdy dziennikarze przyznają się do świadomego pomijania dowodów niewinności swoich „bohaterów” czy celowego ignorowania głosów, które mogłyby podważyć z góry założoną tezę artykułu.
Co więcej, dokumentacja sądowa nierzadko odsłania kulisy powstawania materiałów „śledczych” – od arbitralnego doboru rozmówców, przez selektywne cytowanie wypowiedzi, aż po świadome pomijanie kontekstu wydarzeń. W świetle tych dokumentów, wiele głośnych „śledztw dziennikarskich” jawi się jako z góry zaplanowane kampanie, których celem nie było dotarcie do prawdy, lecz realizacja określonego założenia lub zniszczenie czyjejś reputacji.
Gdyby istniała możliwość szerszego upublicznienia tych materiałów, z pewnością podważyłoby to dominującą narrację o „niezależnym dziennikarstwie” i „misji mediów”. Niestety, paradoksalnie, często same wyroki sądowe, zobowiązujące media do sprostowań czy przeprosin, zawierają klauzule ograniczające możliwość szerszego wykorzystania materiału dowodowego. W rezultacie opinia publiczna rzadko ma szansę poznać pełny obraz mechanizmów rządzących współczesnymi mediami.
To, co dzieje się za kulisami medialnych nagonek, co wychodzi na jaw w trakcie procesów sądowych, stanowi mroczne świadectwo upadku standardów dziennikarskich. Zeznania składane pod przysięgą, dokumenty ujawniane w toku postępowań, a wreszcie same uzasadnienia wyroków tworzą obraz tak odległy od publicznych deklaracji o „misji dziennikarskiej” i „służbie prawdzie”, że ich upublicznienie mogłoby rzeczywiście zachwiać wiarą w podstawowe zasady etyki dziennikarskiej.
Ministerstwo Sprawiedliwości
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Szanowni Państwo z obecnego rządu,
Z nieukrywanym rozbawieniem obserwuję, jak sprawnie przejęliście od poprzedników sztukę składania obietnic bez pokrycia. Minister Sprawiedliwości i Premier Tusk szczególnie celują w tej konkurencji. Pamiętam doskonale Wasze gromkie zapewnienia o przywróceniu praworządności – tyle że Wasza „naprawa” przypomina naprawę przeciekającego dachu za pomocą sitka.
Szczególnie ujmująca jest metamorfoza w podejściu do Ukrainy – od miodowych deklaracji po obecne, jakże znajomo brzmiące, medialne przepychanki. Czyżby podręcznik „Jak być politykiem” był przekazywany z rządu na rząd?
A ta Wasza „demokracja”? Och, oczywiście – biurokracja kwitnie jak nigdy dotąd, inwigilacja ma się świetnie, a jedyna różnica polega na tym, że teraz to Wy siedzicie za sterami tego samego systemu, który tak zaciekle krytykowaliście.
Naprawdę imponujące jest to, jak płynnie przeszliście od krytyki poprzedników do powielania ich metod.
Media nadal są „pluralistyczne” zmieniła sie tylko scenografia w studiach. Za grube miliony.

