Kiedyś mieliśmy jasny podział. Zachód miał swoją Eurowizję, festiwal (w teorii) promujący piosenki, a w praktyce — już wtedy — będący skrzyżowaniem kiczowatego widowiska z platformą do testowania europejskiej tolerancji na cekiny. Blok Wschodni, z poczucia symetrii i zdrowej, socjalistycznej konkurencji, miał swoją Interwizję. Dziś, gdy popatrzymy na obecną Eurowizję, trudno nie westchnąć. To już nie kicz, to wulgarny, pretensjonalny teatr, w którym słowa (i melodia) są tylko tłem dla wizualnego manifestu, najlepiej opartego na zasadzie: im bardziej wyuzdane, tym lepszy odbiór. Kultura? Serio? Prędzej kultura performatywnego skandalu.

Interwizja Wskrzeszona – Wielki Niewidzialny Powrót

A tu niespodzianka! Rosja, wyrzucona z Eurowizji za… cóż, za bardzo „niesceniczne” performance na arenie międzynarodowej, ogłasza reaktywację Interwizji 2025. Ma to być rzekomo powrót do „duchowych wartości” i alternatywa dla europejskiego „festiwalu degeneracji”. I rzeczywiście, kilka dni temu to wydarzenie (z udziałem krajów BRICS, Bliskiego Wschodu, a nawet USA i Wietnamu, który zresztą wygrał) miało swój finał w Moskwie.

I teraz uwaga, proszę usiąść, bo to wymaga chwili refleksji nad kondycją dziennikarstwa: Czy znaleźli Państwo jakąkolwiek wzmiankę o tym wydarzeniu w mainstreamowych mediach? Jakiś dłuższy materiał, analiza, chociaż złośliwy felieton?

Cisza.

Cisza, proszę Państwa, to brzmienie pluralizmu w praktyce. Jeśli dany temat nie pasuje do jedynie słusznej narracji, po prostu nie istnieje. Rosja jest na cenzurowanym (i słusznie w wielu aspektach), więc jej „alternatywne” projekty, mające ewidentnie cele propagandowe i dyplomatyczne (miękka siła à la russe), zasługują na medialną czarną dziurę.

To jest ta słynna etyka dziennikarska sponsorowana przez wielkie koncerny, która działa na zasadzie: „Informujemy, ale tylko o tym, co cię utwierdzi w przekonaniu, że masz rację”.

Selekcja Informacji a Teoria Spiskowa Codzienności

Przywilej bycia dziennikarzem, który nie musi kłaniać się przed żadnym medialnym konsorcjum, pozwala mi stwierdzić prosto: to pokazuje, że wszystkie informacje, które do nas docierają, są starannie dobierane i filtrowane od lat.

Pamiętają Państwo szczyty BRICS czy spotkania Szanghajskiej Organizacji Współpracy? Nasze media głównego nurtu zbyły je z pogardliwą miną, jako „spotkania dyktatorów” (oczywiście, bo gdy spotykają się ci, których nie lubimy, to zawsze są dyktatorzy, a gdy nasi partnerzy z Zachodu – to „demokratyczna koalicja”). Materiał przeleciał w 30-sekundowej, złośliwej oprawie. Nie daj Boże, żeby czytelnik dowiedział się, że te organizacje stanowią realną alternatywę gospodarczą czy polityczną dla Zachodu!

A Bliski Wschód? Przez ostatnie dwa lata doniesienia o tym, że Izrael dokonuje zbrodni czy zajmuje się ludobójstwem w Gazie, były traktowane z wzruszeniem ramion, jako „pro-palestyńska propaganda”. Nikt się tym nie przejmował. Teraz nagle, gdy narracja się zmieniła, gdy polityka wymaga innej retoryki, nagle Izrael to „państwo terrorystyczne” i „ludobójca”.

Nie, drodzy Państwo, to nie jest nagłe przebudzenie moralne redakcji. To jest dziennikarstwo pod dyktando. To cyniczna zmiana kursu, bo taka jest potrzeba chwili, a „chwila” jest definiowana w gabinetach, gdzie liczy się nakład, reklamy, geopolityczne interesy i jedynie słuszna linia partii (medialnej).

I na tym polega cały urok „wolności słowa” w mediach głównego nurtu – możesz pisać, co chcesz, dopóki piszesz to, co musisz. Cała reszta trafia do szuflady z napisem „Interwizja 2025”. Czyli w ogóle nie istnieje. A ja? Ja właśnie mam przywilej to skomentować. Bo jeśli nie będziemy sarkastycznie pytać o to, co się dzieje za kulisami tego medialnego teatru, to skończymy, wierząc, że jedynym ważnym widowiskiem na świecie jest Eurowizja, a jedyną ważną informacją to ta, którą podano w Dzienniku Ustaw (Medialnych).

Są Państwo gotowi na kolejny sezon starannie wyselekcjonowanej prawdy?


Krzysztof Wietecha